II Wyścig MTB Podziemia Osówki

Głuszyca, małe miasteczko na południowo-zachodnim krańcu Polski, piękne lasy, piękne góry, gdzie szum i hałas dawnego przemysłu włókienniczego dawno ucichł. Można by powiedzieć sennie i leniwie a lata świetności dawno minęły. ALE NIE !!! Na słowo Głuszyca każdemu z „branży” dziwnie zaczynają się pocić dłonie, każdy zastanawia się czy jednak poranna kawa nie była za mocna bo serce zaczyna kołatać jakby szybciej, dlaczego???

Bo to właśnie jest GŁUSZYCA, polska mekka MTB, to miejsce gdzie rodziła się Strefa MTB. To tutaj od lat odbywają się wszystkie najważniejsze polskie klasyki w maratonie MTB, ale i zagraniczni goście korzystają z okolicznych tras do uświetnienia swoich zawodów.

Głuszyca to Góry Sowie gdzie trasy mają łagodniejszy charakter gdzie MINI będzie dla każdego oraz Góry Suche gdzie pojedzie MEGA a tam, ból pot i łzy na podjazdach oraz miód i satysfakcja na mecie.

MINI to łagodne zbocza Gór Sowich więc każdy da sobie radę. Pojedziemy z Podziemnego Miasta Osówka w masyw Włodarza oraz Jedlińskiej Kopy by wrócić masywem Sobonia, dawnymi trasami kolejki wąskotorowej, do mety. Oczywiście wszystko okraszone niebanalnymi zjazdami. Doskonała okazja by dobrze się bawić i poznać trochę historycznych smaczków ukrytych w głuszyckich lasach. Trasa dość szybka z łagodnym finiszem stromiejącym przed metą.

MEGA to już będzie prawdziwy głuszycki klasyk. Tutaj nie odpoczniesz nawet w dół. Jak przesadzisz na starcie to nie starczy Ci sił na koniec. Zaczynamy razem z MINI by za Jedlińską Kopą pojechać w Góry Suche a tam już takie delikatesy jak słynny na całą Polskę „Singiel na Rybnickim Grzbiecie” ostre drapanko pod najwyżej położone ruiny zbójeckiego zamku w Polsce, tak tak, kto jeszcze się łudzi, że będzie inaczej to nie będzie. Trzeba będzie wydrapać się pod Rogowiec, potem trochę zjazdów po MTB Trilogy by wyczołgać się na kolejny „Singielek” na Graniczniku. Po transgranicznym odcinku zjedziemy w dół gdzie przez centrum miasta wrócimy w Góry Sowie i będziemy mogli odpocząć na szutrowym podjeździe przy słynnych „Stawach” przed ostatnim ostrym drapaniem w górę. Potem już szybki aczkolwiek niebanalny przelot po MINI z finiszem, a jak by mogło być inaczej, pod górę.